Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azjatycki Zakątek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azjatycki Zakątek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 maja 2016

Recenzja: Asian Box #1

Witam Was, kochane!


Długo odkładałam tę recenzję z powodów mniejszych lub większych, jednak już niedługo zostanie wydana część druga dlatego ostatnio uświadomiłam sobie, że już czas najwyższy aby poświęcić jej chwilę czasu. Chciałabym na wstępie podkreślić, że nie oceniam samego pudełka a jedynie recenzuję zawarte w nim kosmetyki. (✿◠‿◠)


✿  Asian Box ✿ 
Asian Box jest pierwszym pudełkiem kosmetycznym w Polsce, które zawiera jedynie azjatyckie produkty. W części pierwszej pojawiło się sześć pełnowymiarowych produktów do pielęgnacji i makijażu.
 
 W pudełku znajdowały się następujące produkty:
✿  Prime Youth Black Snail Cleansing Foam ✿ 
  
Delikatna pianka oczyszczająca do twarzy z ekstraktem ze śluzu ślimaka. Pełni trzy funkcje: oczyszczającą, nawilżającą i odżywczą. Producent zapewnia nam uczucie czystości i świeżości, nawilżenia bez ściągnięcia skóry oraz ogólną poprawę stanu cery. 

Krem aplikujemy w niewielkiej ilości - wystarczy dosłownie ziarenko grochu - i delikatnie wmasowujemy w twarz aż się nie spieni, następnie spłukujemy letnią wodą. Zajrzyjmy do składu:

WATER, GLYCERIN, MYRISTIC ACID, STEARIC ACID, POTASSIUM HYDROXIDE, LAURIC ACID, PROPYLENE GLYCOL, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, BEESWAX, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, POLYSORBATE 20, POLYQUATERNIUM-7, SNAIL SECRETION FILTRATE, PANAX GINSENG CALLUS CULTURE EXTRACT, BRASSICA NAPUS SPROUT EXTRACT, PUNICA GRANATUM FRUIT EXTRACT, YEAST EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) PHYTOPLACENTA EXTRACT, PEARL POWDER, BHT, PHENOXYETHANOL, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, DISODIUM EDTA, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, FRAGRANCE

 Na samym początku znajdują się oczywiście substancje nawilżające i czyszczące, zaraz po nich wątpliwy dla zdrowia PEG-100 Stearate, następnie wosk pszczeli, kilka olejków takich jak arganowy, oliwkowy, słonecznikowy, wreszcie Snail Secretion Filtrate czyli ekstrakt ze śluzu ślimaka i ekstrakty z żeń-szenia, rzepaku, granatu oraz soi.

Osobiście bardzo lubię azjatyckie pianki do twarzy i tę szczególnie polubiłam! Miałam dotychczas pięć różnych pianek i większość zawsze nieprzyjemnie ściągała mi twarz a po tej czuję realne, kojące nawilżenie (mimo terapii retinoidami). Po jej użyciu moja cera jest czysta, świeża i promienna. Nieco odstrasza mnie zawarty w niej PEG-100, jednak nie mam go w żadnym innym kosmetyku i nigdy nie miałam z nim większej styczności więc sądzę że zawartość tej niewielkiej tubki nie wyrządzi mi wiele krzywdy.

✿  Aloe 99% Soothing Gel
Jest to wielofunkcyjny żel, który zawiera aż 99% ekstraktu z aloesu w składzie. Może być stosowany zarówno do twarzy, włosów i ciała. Produkt przynosi efekt nawilżenia, chłodzenia i odświeżenia. Sok z aloesu głęboko i bardzo szybko wnika w tkanki, wchłania się 4 razy szybciej niż woda, a ponadto zapewnia utrzymanie prawidłowego nawodnienia skóry przez długi czas. Oczyszcza, ujędrnia i regeneruje naskórek oraz poprawia miejscowe krążenie krwi .
Jest hipoalergiczny, nadaje się również do skóry wrażliwej, podrażnionej i problematycznej. Nie zawiera konserwantów, parabenów, olejów mineralnych, sztucznych barwników oraz składników pochodzenia zwierzęcego. Skład:
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Zea Mays (Corn) Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit Extract PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol
Na pierwszym miejscu oczywiście znajduje się sok z aloesu, następnie ekstrakty z lotosu, wąkroty azjatyckiej, bambusu,  ogórka, kukurydzy, kapusty, arbuza, uwodorniony olej rycynowy, i zabezpieczający skórę przed utratą wody Poliakrylan sodu. 

Najpierw przejdźmy do kwestii opakowania. Ma bardzo ciekawy kształt, który choć wygląda ciekawie jednak do mnie nie przemawia swoim designem. (◠ ◠✿) '" Jednak jest małe i poręczne i wejdzie do każdej kosmetyczki. Posiada nakrętkę i zwyczajną tubkę, zupełnie jak pasta do zębów. W dodatku opakowanie jest wykonane z dość twardego plastiku, który ciężko ścisnąć. Na początku byłam przerażona, że wyleję połowę żelu jednak ma na tyle zbitą konsystencję że nie musimy się nawet martwić o jego ucieczkę nawet gdy odłożymy go poziomo na stole. Mimo tego uważam, że jest dość niepraktyczne. Sama konsystencja żelu przypomina kisiel, jest nieco lepki ale po wchłonięciu nie pozostawia takiego uczucia. Raczej lekki chłodek, przypominający miętę.

 Przyznam, że to mój ulubiony produkt z pudełka! Na początku nie sądziłam, że znajdę dla niego zastosowanie ale dopiero po zapoznaniu się bliżej z jego opisem dotarło do mnie jak bardzo się myliłam. Jest mi miły przede wszystkim jako produkt do włosów. Od czasu gdy zrezygnowałam z jedwabiu Biosilku, moje końcówki nie były zadowolone traktowaniem je w kółko olejkami i serum bo brakowało im przede wszystkim nawilżenia. Bardzo chętnie chłoną sok aloesowy i wyglądają o niebo zdrowiej po jego użyciu! Niezmiernie cieszę się, że zaopatrzyłam się w niego przed latem kiedy nawilżenie jest dla nas tak istotne. Skóra mojej twarzy również baardzo polubiła się z tym produktem i przyznam że żel aloesowy utrzymuje ją w nawilżeniu przez długi czas, żaden krem nie może z nim konkurować. Cera po nim wygląda świeżo i zdrowo. Naprawdę, szczerze polecam pielęgnację sokiem aloesowym bo to coś naprawdę cudownego!

✿  Makgeolli Brightening Mask Sheet
Kolejny produkt to maseczka płachtowa o właściwościach rozjaśniająco-odżywczych. Głównym składnikiem ma tu być ekstrakt z fermentowanego ryżu, który przyczynia się do rozjaśniania skóry. Zawarty w nim kwas kojowy ma silne właściwości depigmentacyjne zaś inozytol i oryzanol - naturalne antyoksydanty. Ekstrakt działa przeciwstarzeniowo, przeciwzapalnie i rozjaśniająco poprzez hamowanie aktywności oraz syntezy tyrozynazy, enzymu odpowiedzialnego za powstawanie melaniny. Ponadto stymuluje procesy naprawcze skóry, poprawia strukturę i napięcie skóry.
Następne istotne składniki to ekstrakt z brzoskwini, który zawiera wiele wartościowych substancji bioaktywnych: kwasy owocowe, cukry, wielocukry, witaminy A, B1, B2, PP, sole mineralne - co działa odżywczo i nawilżająco na skórę, ściąga i zamyka rozszerzone pory skóry, oczyszcza i odświeża cerę, odmładza i regeneruje naskórek. Na koniec opisu pojawia się rozjaśniająco-regenerujący i łagodzący podrażnienia ekstrakt z korzeni lukrecji.
Maseczka zupełnie mnie w sobie rozkochała. Moja zmęczona cera po jej nałożeniu natychmiast poczuła ukojenie i nawilżenie. Ma bardzo silny zapach, w którym silnie przebija się woń ryżowego sake razem z przyjemną, kwiatową wonią; jednocześnie przypomina mi perfumy w wyższej półki.
~ po i przed ~
 (Bardzo chciałabym żeby było zauważalne na zdjęciach jak bardzo różniła się moja skóra po maseczce ale gdy ją nałożyłam to akurat wyszło słoneczko i miałam zagwozdkę żeby ustawić podobny balans światła i cienia między nimi.)

Na zdjęciach jednak wyraźnie widać, że faktycznie zredukowały się zaczerwienienia na mojej skórze, zmniejszyły się pory i uwierzcie mi lub nie - naprawdę się pięknie rozjaśniła. Wyglądała naprawdę zdrowo, świeżo i promiennie. W dodatku czuła się bardzo zrelaksowana. Efekt oczywiście nie był jakiś długotrwały ale z wielką chęcią wypróbowałabym jej ponownie i prawdopodobnie zaopatrzę się w kilka egzemplarzy.

Pig-Nose Clear Blackhead Perfect Sticker ✿ 
 
To specjalna naklejka na nos, która usuwa zaskórniki, martwe komórki naskórka oraz wszelkie inne zanieczyszcenia z powierzchni nosa. Sprawia, że skóra jest czysta, gładka i miękka. Dzięki zawartości aloesu i witaminy C skóra na nosie jest oczyszczona i rozjaśniona a pory są ściągnięte bez widocznych wągrów.
Niestety w moim przypadku słabo się sprawdziła, skóra była oczyszczona i może troszeczkę jaśniejsza ale zdecydowanie lepszy efekt uzyskałam domową maseczką z mleka i żelatyny. Jest to jednak na tyle drobny produkt, że nie będę się dalej zagłębiać w jego skład. (◠ᴗ◠✿)

   Desert Time Cherry Red Cupcake Lip Balm  
Ta urocza babeczka to nawilżający balsam do ust, który nawilża i odżywia spierzchnięte usta. Posiada słodki, przyjemny zapach słodkich truskawek i daje lekkie zabarwienie ustom.
Naprawdę polubiłam to ciasteczko, pięknie podkreśla moje usta rubinowym kolorem. Przyjemnie nawilża i wygładza moje nieszczęsne stwardniałe skórki. Dzięki niemu moje wargi wcale nie wyglądają na tak wymęczone jak są w istocie. Niestety jego użycie ograniczam do domowych warunków bo bardzo nie lubię grzebać palcami w kosmetykach. Kolejny plus za jego konsystencję - nie jest za miękkie ani za twarde, ani zbyt klejące (co przeszkadza mi przykładowo w masełkach Nivei albo w wazelinkach).

Skład:  

Hydrogenated polyisobutene, Polyglyceryl-2 Triisostearate, Hydrogenated Polydecene, Polybutene, Helianthus Annuus Seed Oil, Microcrystalline Wax, Hydrogenated Styrene/Isoprene Copolymer, Ceresin, Phenylpropyldimethylsiloxysilicate, Diisostearyl Malate, Caprylic/Capric/Myristic/Stearic Triglyceride, Silica Dimethyl Silylate, Hydroxystearic Acid, Ozokerite, Tocopheryl Acetate, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Fragrance, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Phenoxyethanol, Tocopherol, CI 19140:1(Yellow 5 Al Lake), Butyrospermurn Parkii (Shea) Butter, CI 15850:1(Red 7 Ca Lake), CI 45410(Red 27 Al Lake), Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Coix Lacryma-Jobi Ma-yuen (Job's Tears) Seed Oil, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil
✿  Jewel-Ligh Waterproof eyeliner
 Niestety nie jest to mój kosmetyk, nie używam kredek do oczu a już w ogóle wystrzegam się czerni w makijażu. Dlatego też muszę Was przeprosić ponieważ zwyczajnie szkoda mi tego produktu i oddam go komuś bliskiemu. Pomyślałam jednak, że wypada dodać zdjęcia a i może zbliżenie na samą kredkę komuś się przyda.


Pudełko jest już niedostępne w sprzedaży, jednak nadal możecie nabyć te produkty oddzielnie w sklepie My Asia. A czy Wy zamówiłyście Asian Boxa? Byłyście zadowolone z produktów? Osobiście już nie mogę się doczekać drugiego i zrecenzować Wam zawartych w nim skarbów! (❁´‿`❁)

Pozdrawiam Was serdecznie, zostańmy w kontakcie!
http://reosia.tumblr.com/
 https://www.facebook.com/etherialalseida
 https://www.facebook.com/HimeChatte
 http://instagram.com/reosia

niedziela, 7 lutego 2016

Recenzja: Secret Key, Argan Angel Moisture Steam Cream

Witam Was, kochani!

Na początek chciałabym Was powiadomić o zmianie, o której wcześniej wspominałam.
W najbliższym czasie ograniczę ilość recenzji kosmetyków typowo makijażowych, a zamiast tego chciałabym się skupić na ogólnej pielęgnacji twarzy i włosów. Przyczyną jest, iż w grudniu podjęłam się terapii izotretynoiną (retinoid). Jej celem jest pozbycie się trądziku i znormalizowanie produkcji sebum (jak wiecie, dotąd byłam posiadaczką naprawdę nadmiernie tłustej, problematycznej cery choć to nie ona była głównym powodem podjęcia terapii) jednak efektem ubocznym leku jest przesuszanie się skóry do granic możliwości. W efekcie na chwilę obecną jestem w stanie się malować jedynie okazjonalnie, dlatego muszę wstrzymać się z tego rodzaju recenzjami dopóki skutki uboczne nie ustąpią chociaż trochę.
Nawilżanie w trakcie terapii jest niezbędne ponieważ naskórek wręcz pęka od suchości. Niestety niemal wszystkie kremy, które posiadałam rozpoczynając terapię - zawiodły. Dziś chciałabym przedstawić Wam recenzję kremu nawilżającego marki Secret Key, który otrzymałam od Azjatyckiego Zakątka dwa tygodnie przed kuracją.

Secret Key, Angel Moisture Steam Cream
Secret Key przedstawia się jako firma, która szuka piękna w naturze i z niej tworzy swoje kosmetyki.
Steam cream czyli krem parowy to produkt medycyny naturalnej, o którym było głośno przed dwoma laty. Produkcja kremów metodą parową przyczynia się do ich lepszego wchłaniania się, potęgując  skuteczność i trwałość działania. Argan Angel Moisture producent opisuje jako krem delikatnie nawilżający, który kontroluje stopień nawilżenia w stosunku do natłuszczenia cery; nie pozostawia uczucia lepkości. Zawiera dużo naturalnych olejków roślinnych, w tym arganowy na pierwszym miejscu. Nadaje się więc do każdego typu cery oraz użytku na całe ciało z wyszczególnieniem na miejsca wrażliwe na wysuszenie jak dłonie czy łokcie.

  Mój krem ma numer #6, zapach lawendowy i 80g pojemności.
Z opisu producenta możemy się dowiedzieć jedynie o tych dobrych składnikach, które wydają się dość obiecujące:
olej arganowy - certyfikowany przez ECO-CERT, posiada właściwości intensywnie nawilżające, przeciwutleniające oraz kojące gdyż bogaty jest on w witaminę E oraz kwasy tłuszczowe. 
olej z nasion słonecznika - źródło witamin A i E, które pomagają nawilżać i ujędrniać cerę 
olej z nasion krokosza - zawiera kwas linolowy, również o właściwościach nawilżających
phytosqualan – produkt z olejów roślinnych; zapobiega utracie wilgoci i przywraca jędrność i elastyczność skóry, działa przeciwstarzeniowo.
ekstrakty warzywne
firma deklaruje również o "5 Free System" czyli zero parabenów, benzophenonu (substancja promieniochronna), olejów zwierzęcych i mineralnych.

Na stronie ewg.org udało mi się znaleźć skład kremu. Wejrzyjmy w niego głębiej:
Brassica Oleracea Italica (Broccoli) Sprout Extract, Glycerin, Phaseolus Radiatus Sprout Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Sprout Extract, Cetearyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Stearic Acid, Dimethicone, Cetyl Alcohol, Argania Spinosa Kernel Oil,  Polysorbate 60,  PEG-40, Stearate Glyceryl, Stearate Phytosqualane, Triethanolamine, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Carbomer, Urea, Disodium EDTA,  1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol, Fragrance.

Na pierwszym miejscu znajduje się ekstrakt z brokułu; następnie humektant (substancja nawilżająca); ekstrakt z fasoli złotej; ekstrakt z kiełków pszenicy; emolient; humektant tworzący na skórze film nawilżający; kwas tłuszczowy; emolient suchy o właściwościach wygładzających; emolient tłusty zwiększający lepkość produktu; dopiero na tym etapie olej arganowy; emolient tłusty; wyżej wspomniany phytosqualan; antyoksydant działający przeciwstarzeniowo; olej z nasion słonecznika; olej z nasion krokosza; humektant; na końcu konserwanty.
 Krem ma aksamitną, nieco wodnistą konsystencję a przy tym jest zwarty i przyjemny w aplikacji. Jest nieco tłusty ale nie lepki. Niektórzy skarżą się na świecenie się, co było dla mnie zaskakujące dopóki nie nałożyłam go naprawdę grubą warstwą co przecież nie jest zbyt zdrowe dla skóry. Przed kuracją regularnie używałam go w Australii z powodu niezbyt sprzyjającej pogody i mimo tłustej cery sprawował się bardzo dobrze. Sądzę, że bardzo istotna jest także metoda aplikacji: producent podkreśla aby go wklepywać a nie rozsmarowywać aby ułatwić produktowi wniknąć wgłąb naszej cery. Bardzo miły jest również fakt, że nie zostawia nieprzyjemnie lepkich palców. Bardzo ładnie i nienachalnie pachnie lawendą, jednak nie jest to zapach który utrzymuje się po aplikacji.
Krem po użyciu natychmiast się wchłania nawilżając i odżywiając cerę, pozostawia ją w takim stanie na długi czas. Czuję również jak pozostawia na skórze aksamitny film, który po nałożeniu grubą warstwą sprawia właśnie odczucie tłustości. Przed kuracją, na cerę tłustą zupełnie wystarczyło  nakładanie go raz dziennie. W przypadku mojej terapii niestety efekt utrzymuje się krótko ponieważ sucha skóra wręcz pije każdy krem jaki nakładam. W tej sytuacji niestety wiele kremów mnie podrażnia i ten czasami potrafi lekko zapiec w okolicy ust i nosa. Mimo tego, jest to jeden z niewielu kremów które moja przesuszona skóra toleruje i jest znacznie delikatniejszy niż większość hipoalergicznych kremów co cery wrażliwej.
Cena nie jest bardzo wygórowana a w Zakątku kupicie go za 38zł. 
Jest to naprawdę przyjemny kremik i z pewnością będę do niego wracać wypróbowując inne warianty zapachowe - bardzo kusi mnie róża bułgarska. (❁´‿`❁) Polecam go gorąco!
 Dziękuję serdecznie i pozdrawiam!
http://reosia.tumblr.com/

http://instagram.com/reosia#
 https://www.facebook.com/etherialalseida
https://www.facebook.com/HimeChatte

środa, 25 listopada 2015

Recenzja: Skin Food, Red Bean BB Cream SPF20PA+ No.1

Witam Was, kochani!

Dziś chciałabym się z Wami podzielić opisem mojego ulubionego kremu BB. (❁◠ᴗ◠ ❁) Jest to dość stary produkt, który mimo lat nadal cieszy się wysokim popytem. Od dawna miałam go na oku ale zdecydowałam się dopiero gdy poleciła mi go droga przyjaciółka, która również cierpi na cerę problematyczną. Moja, po licznych chorobach prezentuje się coraz gorzej więc na zdjęciach nie wygląda najlepiej. Mam nadzieję, że jednak dzięki temu ukazuje skuteczność recenzowanego produktu, który jest naprawdę świetny. Szybko przekonałam się, że jest wart każdej swojej złotówki i niewątpliwie na chwilę obecną jest moim numerem jeden!

Opisy Red Bean BB Cream są raczej skromne. Krótkie zdanie na etykiecie tego produktu informuje nas jedynie że jest to krem, który dzięki zawartości ekstraktu z czerwonej fasoli zapewnia działanie nawilżające nawet suchej i szorstkiej skórze. Ma naturalne i doskonałe krycie nawet przy nałożeniu go cienką warstwą. Zawiera filtr SPF20PA+. W niektórych źródłach można wyczytać, że nie podkreśla suchych skórek.
Niestety mimo jego ogólnej popularności nie udało mi się znaleźć jego składu (za podesłanie będę wdzięczna!).
 

Opakowanie: Prosta, zwyczajna tuba z nakrętką i nalepką. Zawiera 45g produktu. Choć jest proste -  według mnie z zewnątrz prezentuje się elegancko ale w użytkowaniu jest niezbyt funkcjonalne. Poza oczywistymi aspektami higienicznymi pojawił się dość niespodziewany problem. Gdy kremu była w środku przynajmniej połowa, miałam wieczny problem z jego wyciekaniem; moja przyjaciółka również się na to skarżyła. Raz, kiedy się śpieszyłam do wyjścia wystrojona w nową, czystą i wyprasowaną kremową sukienkę jedną dłonią nakładając krem a drugą trzymając tubę w pionie (!) to mimo tego niemałych rozmiarów kropla spłynęła na mój śliczny kołnierzyk. Tarłam plamę ze łzami w oczach ryzykując spóźnieniem i niepotrzebnym stresem. W efekcie bałam się go wkładać do kosmetyczki a w podróży owijałam w folię. Na szczęście nie zdarzyło się żeby coś przeciekło z nakrętką. 
 (Przepraszam za wyjątkowo niechlujne zdjęcie, krem wyciekał jak szalony i mimo akcji chusteczkowych
nie udało mi się zrobić estetycznego ujęcia. (q ‸  q❁)")
Kolor: Opisuję kolor numer 1. Przypomina mi odcień tzw. antycznej bieli, choć niewątpliwie ciemniejszy i z dozą brzoskwiniowego ciepła. Choć fenomenalnie wpasował się w odcień mojej cery czasami odnoszę wrażenie że jednak jest naprawdę minimalnie zbyt pomarańczowy.
Konsystencja: Jest dość rzadki, łatwo spływa.
Krycie: Jest bardzo naturalne, krem niesamowicie dobrze dopasowuje się do cery i wyrównuje jej koloryt. Zakrywa wszelkie przebarwienia, świetnie radzi sobie przebijającymi naczynkami a nawet cieniami pod oczami choć wyjątkowo zaczerwienione punkty będą wymagały korektora.
Działanie: Zgodnie z opisem producenta faktycznie nadaje efekt świeżej, promiennej i gładkiej cery. Jeżeli chodzi o działanie nawilżające - uważam, że jest zadowalające. Nie doświadczam nieprzyjemnego odczucia odwodnienia, co bardzo przeszkadzało mi w przypadku Babyface BB od It's Skin. Niestety, ma również swoje niepożądane strony. Faktycznie w mniejszym stopniu niż inne kremy BB podkreśla suche skórki ale czasem nawet mimo dokładnego peelingu zauważam drobne nieprzyjemności na nosie. Tutaj jednak warto podkreślić, że krem nie jest polecany do cery tłustej, której jestem posiadaczką. W dalszym ciągu jest na tyle dobry, że moje przyjaciółki o tym samym typie cery zainwestowały w niego i są zadowolone.
Trwałość: Efekt świeżości i promienności na mojej twarzy nie utrzymuje się przesadnie długo ale gładkością mogę się cieszyć przez niemal cały dzień. Po godzinach zaczyna się nieco osadzać w drobniejszych zmarszczkach mimicznych, jednak naprawdę minimalnie. Gdy moja cera zaczyna się przetłuszczać lub gdy w otoczeniu jest gorąco trochę "spływa" z twarzy ale ostatecznie nie należę do grupy docelowej. Dlatego w przypadku tego kosmetyku puder jest moim nieodłącznym przyjacielem, choć mi to wcale nie przeszkadza.
Wydajność: Dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny, ponadto produktu w tubce jest dużo więc starczy na długo. 
Cena: Mój egzemplarz pochodzi z Azjatyckiego Zakątka, gdzie możecie kupić go za 52zł.



Mam nadzieję, że moja recenzja zawiera wystarczająco szczegółów. (˶◡ᴗ◡˶❁) Jeżeli macie wątpliwości proszę śmiało pytać w komentarzach, z pewnością odpowiem!
Na koniec chciałabym przeprosić za kolejną tak długą przerwę, wciąż walczę z problemami, które nie pozwalają mi się zebrać na regularną aktywność. Już w przyszły poniedziałek wyjeżdżam do Sydney ale najbliższy soczewkowy post postaram się napisać przed wyjazdem i w trakcie go opublikuję.

To wszystko na dziś, pozdrawiam ciepło i oby w te zimne dni Wasze ukochane kocyki grzały lepiej niż zazwyczaj! *✲゚*\(˶^▽ ^ ˶❁)
http://reosia.tumblr.com/
https://web.facebook.com/etherialalseida
 https://web.facebook.com/HimeChatte
 https://www.instagram.com/reosia/