wtorek, 24 lutego 2015

Recenzja: Azjatycki Zakątek, koronkowa bluzka

Wróciłam, moi drodzy! (❁´‿`❁) Po antybiotykach, nadal jednak zakatarzona i na zwolnieniu. A jak Wasze zdrówko? Straszliwe są te wirusy.

Na wstępie chciałabym Wam gorąco podziękować za Wasze głosy na moje zdjęcie w konkursie Gatta. Dzięki Wam udało się przykuć wzrok jury i zajęłam drugie miejsce! Nadal nie mogę w to uwierzyć! ☆(❁‿❁)☆
Czy w związku z tym, będzie interesował Was wpis zdjęciowy z wyjazdu? Wiem, że to nie jest zbyt mocno związane z tematyką bloga, jednak od czasu do czasu chciałabym pisać coś ot tak z mojego życia.
Inna informacja, która jest ważna dla życia bloga - postanowiłam założyć fanpage aby informować czytelników o aktualnościach, zapowiedziach i częściej dawać oznaki życia niż widać je tutaj. Fanpage nazywa się Hime Chatte a widżet z nim związany już pojawił się w prawym panelu bloga pod zdjęciami z Instagrama.
Jeżeli ktoś już na niego zajrzał to wie, że ten wpis będzie recenzją ubraniową ze sklepu Azjatycki Zakątek. Jestem świeżo po dorobieniu się dobrego sprzętu do zdjęć (dlatego też ten wpis tak się przeciągał) więc mam nadzieję, że teraz będę częściej pisać! (◡‿◡✿) Także dziś prezentuję Wam ciuszek pod nazwą sklepową:


  Koronkowa bluzka 
 Ja mimo dość wysokiego wzrostu (171cm) uważam, że jest to bardziej tuniczka niż bluzka. Jest asymetryczna - z przodu widzimy dwie warstwy tiulu i koronkę a z tyłu ta część jest zakryta przez materiał o największej widocznej powierzchni. Uważam, że wygląda to bardzo ciekawie, lubię taką subtelną asymetrię. 
Bluzeczka jest dosyć luźna w tułowiu a przy tym nie jest rozciągliwa. Warstwy widoczne u dołu są tak uszyte, że tworzą delikatny ładny puff.
 
Kołnierzyk składa się z dwóch oddzielnych warstw z wyszytym kwiatowym motywem. Wyprałam bluzeczkę zaraz po otrzymaniu przesyłki i niestety okazało się, że materiał na kołnierzyku jest dość kapryśny i ciężko  go wyprasować. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć od razu bo po wyjęciu z paczuszki był idealnie wyprostowany!
Od wewnątrz jest podszyta delikatną bawełną w duże szare kropki (co mnie głęboko intryguje bo zauważyłam na zdjęciach, że jednak troszeczkę je widać). Rękawy są wykończone delikatną koronkową aplikacją.

Zgodnie ze sklepowym opisem, sukienka jest bawełniana i ma rozmiar uniwersalny o wymiarach:
biust: 84 cm
szerokość ramion: 38 cm
długość rękawa: 60 cm
długość: 79 cm
Jako że noszę rozmiar M i jest nieco za wąska w ramionach i troszeczkę za krótka w rękawach, uważam że to standardowa S-ka. 
Poniżej moje zdjęcie w opisywanym ciuszku.  (◡‿◡✿)
 Ciuszek idealnie nadaje się do stylizacji typu mori czy cult party kei. Kojarzy mi się z unikatowym stylem Etsuny Otsuki, jest delikatna i ma w sobie coś baśniowego.
Bluzeczkę na Zakątku możecie znaleźć TU

Na zdjęciu mam na sobie również rajstopki z Azjatyckiego Zakątka - również bardzo dobrej jakości. Są bardzo rozciągliwe, osobiście na co dzień noszę rajstopy czwórki i przy moim wzroście i wcale niechudych nogach leżą perfekcyjnie! Także osoby wyższe nie muszą się bać. (✿◠‿◠)

Tymczasem w drodze do mnie jest sweterek Liz Lisy, sukienka z Taobao i oczywiście masa kosmetyków! 
Pozdrawiam Was cieplutko i wszystkim zakatarzonym życzę dużo zdrowia!

niedziela, 25 stycznia 2015

Recenzja: Etude House - Dear Girls, Be Clear Pact

Witam Was, kochani!
Jak widzicie, mój blog obsypał się kwiatami. Od dłuższego czasu chciałam zmienić jego wygląd, bo prawdę mówiąc poprzedni był zrobiony na szybko i raczej określiłabym go jako "roboczy". Nie jestem jeszcze zupełnie przekonana co do nagłówka, gdy tylko wpadnie mi do głowy jakiś pomysł narysuję nową ilustrację.

Dziś chciałabym przedstawić Wam produkt, który posiadam już od dłuższego czasu. Wspomniany był wcześniej w innym poście, dotyczącym paczuszki zakupów z Azjatyckiego Zakątka.

Etude House - Dear Girls, Be Clear Pact

 

Ten przeuroczy produkt kupiłam bez zastanowienia, nie czytając żadnych recenzji. Bardzo potrzebowałam nowego pudru a marka Etude House nie wzbudziła we mnie wątpliwości. "Dear Girls" występuje w dwóch wersjach, jego siostrą jest "Oil Control Pact" przeznaczony do kontroli wydzielania sebum. Niestety póki co jeszcze nie jest on dostępny w sklepiku Azjatyckiego Zakątka ale bardzo chętnie go wypróbuję jak się tylko tam pojawi.
Jeśli chodzi o "Be Clear Pact" producent zapewnia nas, że po jego użyciu nasza skóra zyska efekt "gładkiej, naturalnie i zdrowo wyglądającej za tylko jednym dotknięciem". I wcale się nie dziwię, bo właśnie tak jest!

❤  ❤  ❤

Opakowanie: Tutaj trzeba mu przyznać ogromny plus! Jest niesamowicie poręczny, malutki, w środku ma lusterko, gąbeczkę (zapakowane z plastikową osłonką). Design również jest niezaprzeczalnie prześliczny i jest wykonany tak, że nadruk nie ściera się.
Odcień: Jest uniwersalny, bardzo jasny, brzoskwiniowy.
Krycie:  W ostatecznym rozrachunku kolor nie ma dużego znaczenia, ponieważ puder jest niemal transparentny. Jest bardzo lekki, nakłada się cieniutką warstwą, niemal niewidoczną. Uwaga: najlepszy efekt uzyskuje się używając go zgodnie z instrukcją na opakowaniu - używać dołączonej gąbeczki i dokładnie i dociskać ją lekko do skóry.
Wygląd: Skóra faktycznie staje się gładka i z lekkim kremem BB wygląda bardzo naturalnie. Przy zestawieniu z kremem Precious Mineral Blooming Fit od Etude House, przykładowo nadaje jego chłodnej barwie bardziej ciepły, naturalny odcień. Chociaż świetnie matuje, przy tym bardzo subtelnie rozświetla skórę (puder bardzo delikatnie się mieni).
Trwałość: Uważam również go za trwały, przez cały dzień nie mam potrzeby poprawiania makijażu.
Wydajność:  Używam go codziennie od dwóch miesięcy i dopiero teraz zszedł wzorek wyprasowany na pudrze. Jest bardzo drobny i nakłada się cienką warstwą na skórze, więc uważam że starczy na długo.
Cena: 39zł na Azjatyckim Zakątku

Moje zdjęcie bez obróbki, w świetle pokojowym z kremem It's Skin, Babyface BB oraz pudrem Etude House, Dear Girls

Jest naprawdę cudowny i muszę przyznać, że odkąd testuję azjatyckie kosmetyki najbardziej cenię sobie te lekkie, delikatne. Kiedyś za wszelką cenę chciałam ukryć niedoskonałości dojrzewającej skóry i przywiązałam się do mocniej kryjących produktów. Ta zmiana jest też jednym z powodów, dla którego rezygnuję z oceniania produktów w skali. Mam nadzieję, że moje opisy są wystarczająco wyczerpujące i dają Wam dobry obraz tego jak działają kosmetyki, o których piszę. Każdy z Was powinien oceniać produkt sam w stosunku do własnych, zmieniających się potrzeb. ʕ♡˙ᴥ˙♡ʔ


❤  ❤  ❤
Odchodząc od głównej części posta, chciałabym również poprosić Was o malutką pomoc. Postanowiłam spróbować swoich sił w konkursie organizowanym przez firmę Gatta. Wszystko co trzeba zrobić, to kliknąć na poniższe zdjęcie i zagłosować na nie klikając "vote" na stronie konkursu. Będę Wam niezmiernie wdzięczna za każdy głos! oʕ≧ᴥ≦ʔo

❤  ❤  ❤
Jeśli jeszcze ktoś z Was nie kupił sobie kalendarza na bieżący rok albo dopiero będzie świętował na Chiński Nowy Rok serdecznie zapraszam do zakupu mojego: "Kobiety Azji 2015"! ʕ♡˙ᴥ˙♡ʔ 
Aktualnie jest przeceniony a część dochodów przeznaczona jest na pomoc psiakom z Z PŁOCKIEGO TOWARZYSTWA OPIEKI NAD ZWIERZĘTAMI!

Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko i ściskam bardzo mocno! ʕっ•ᴥ•ʔっ
 


środa, 24 grudnia 2014

Recenzja: TonyMoly, Crystal Tear Glitter Eyeliner, crystal white

Moi drodzy, na wstępie życzę Wam pięknych i srebrnych świąt! Mam nadzieję że najbliższe dni będą dla Was pełne cudownych chwil, miłych niespodzianek i radości~


Jak się domyślacie, naprawdę nie miałam czasu usiąść do bloga przez ostatnie tygodnie. Studia całkowicie pochłaniają mój czas wolny do tego stopnia, że brak mi go dla siebie i dla Was. Jednak już niedługo sesja i po niej na pewno uda mi się znaleźć jakieś dwie pojedyncze godzinki żeby napisać kolejną recenzję. Ostatnio w moim domu pojawia się coraz więcej rzeczy do zrecenzowania, także przede mną mnóstwo materiału do opisania!
Dziś chciałabym zaprezentować Wam prześliczny kosmetyk, jakim jest Crystal Tear Glitter Eyeliner od TonyMoly. Tak bardzo przypomina mi skrzący się śnieg i świąteczne lampki dlatego uznałam, że będzie idealnym gościem na dziś.





Jest to jeden z kilku rodzajów tego typu eyelinerów od TonyMoly. Występuje w różnych odcieniach, między innymi różowym, niebieskim, srebrnym i białym - o którym będę pisać. Zawiera brokatowe drobinki, które rzeczywiście mienią się jak łzy! Jednak przejdźmy do detali.

❅ Pędzelek: Jest cieniutki, miękki, ładnie wyprofilowany i bardzo precyzyjny.  
Konsystencja: Eyeliner jest bardzo rzadki jednak nie spływa, co jest dużym plusem!
Zasychanie: W formie przed zaschnięciem między drobinkami wydaje się przezroczysty i wygląda jak prawdziwe łzy. Po zaschnięciu przestaje taki być i staje się bardziej srebrny i jednolity. Schnie zaskakująco szybko (około 20 sekund)!
Krycie: Gdy zaschnie staje się dosyć intensywny i wyraźnie się odznacza.
Trwałość: Niestety eyeliner po zaschnięciu bardzo łatwo się kruszy i nawet po czterech godzinach widzę odpryski. Nawet po zwykłym przetarciu oczu schodzi niemal całkowicie.
Zmywalność: Nie ma żadnego problemu.
❅ Dodatkowo: Nie wiem czego to kwestia i czy dużo osób tak ma - ten produkt nie ma wielu recenzji w internecie i nikt się na to nie skarżył. Osobiście nie mam na nic stwierdzonej alergii ale muszę przyznać, że po nałożeniu eyelinera skóra w tym miejscu lekko mnie swędzi. Niezbyt mocno, nie ma żadnych podrażnień czy zaczerwienień i właściwie mi to nie przeszkadza poza faktem, że czasem gdy się zapomnę i się podrapię to po prostu ściągam eyeliner palcem. Może któraś z Was miała okazję go użyć i ma podobne objawy?
❅ Gdzie kupić: Cieplutko polecam stronę Azjatycki Zakątek, tam eyeliner nie jest drogi i możecie mieć pewność że otrzymacie oryginalny produkt!


 Mimo kilku wad, uważam że eyeliner jest przecudowny. Spełnia swoją rolę i bardzo przyciąga spojrzenia! Wielokrotnie już usłyszałam, że bardzo ładnie to wygląda. Od dawna marzyłam o tego rodzaju eyelinerze i z pewnością będę wracać do tego rodzaju produktu bo stał się niemal niezbędny w mojej kosmetyczce. (✿◠‿◠)

Na zdjęciu (niestety słabej jakości - musicie mi to wybaczyć ale sprzęt i światło odmówiły mi posłuszeństwa) eyeliner widać na dolnej powiece przy kąciku łzowym oraz delikatnie na dolnych rzęsach; to moja ulubiona metoda nakładania tego kosmetyku. 




Kochani! Chciałabym również podzielić się z Wami informacją o moim pierwszym małym sukcesie, jakim jest wydanie kalendarza mojego autorstwa! Na stronie Azjatyckiego Zakątka już teraz można składać zamówienia na kalendarz 2015, którego tytuł brzmi "Kobiety Azji". Zawiera sześć prac całkowicie wykonanych przeze mnie i przedstawia kobiety różnych azjatyckich nacji w ich tradycyjnych strojach: Chinkę, Japonkę, Tajlandkę, Hinduskę, Koreankę oraz Wietnamkę. Ilustracje ujęłam symbolicznie, chciałam ukazać wagę stroju tradycyjnego - jak bardzo jest połączony z tym, co go otacza. Dlatego przenikają w tło, stając się jednym elementem. Starałam się użyć charakterystyczne motywy jednocześnie łącząc je z porami roku.
Kalendarz znajduje się tu: LINK



Nadchodzące recenzje: Petite Bunny Gloss Bar (TonyMoly), Sweet Almond Eyeliner (Skinfood), Dear Girls be Clear Pact (Etude House) a także ubraniowe!~
Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego najlepszego!