Bardzo schludnie, higienicznie zapakowany. Na górze buteleczki jest przycisk a krem wychodzi z dozownika. Jest to bardzo wygodne rozwiązane, choć jeszcze nie wiem jak się spisze przy końcówce kremu.
Moja cera ma różowy odcień i jak widać na pierwszy rzut oka, krem jest zdecydowanie za żółty dla mnie. Na początku bardzo się tym przejęłam, na szczęście nie jest to tak widoczne po rozprowadzeniu kremu. Okazuje się, że krem staje się przejrzysty, nie jest w pełni kryjący ale i tak świetnie wyrównuje koloryt skóry. Dokładnie wypełnia wszystkie pory i nierówności co jednocześnie daje ładny efekt wygładzania widoczny poniżej.
Jak widać, różnica jest ogromna! Po nałożeniu kremu moja pełna niedoskonałości skóra staje się cudownie jednolita i gładka ale również tłusta (podobno reklamują go jako matujący ale jednak lekko świeci się). Moja cera jest sucha poza nosem i czołem na których jest tłusta, dlatego po jakimś czasie krem mi po prostu "spływa" z nosa. Gdy nie nałożę pudru zauważyłam również, że się nie wchłania i przez cały czas pozostaje delikatnie wilgotny. Gdy przejadę palcami po policzku nawet po kilku godzinach, krem mam na palcach. Ogólnie polecany jest do cery tłustej, podobnie jak wersja Hot Pink jednak trzeba zważyć na fakt, że to azjatycki kosmetyk i jest dostosowany do skóry azjatyckiej.
Mimo tego że jest przeznaczony do cery jasnej, bardzo dobrze radzi sobie nawet z ciemniejszą karnacją o czym przekonała się moja mama, która ma karmelową cerę. Łagodnie rozświetlił jej twarz ale nie na tyle żeby stworzyć kontrast między resztą ciała. Dlatego uważam, że jest stworzony tak aby mógł dotrzeć do wielu odbiorców.
Ogólnie konsystencję oceniłabym jako rzadką, co jest na plus. Jednak krem gromadzi się w nadmiarze w niektórych miejscach, jak na przykład płatki nosowe.
Podobno ładnie pachnie ale ja mam słaby zmysł powonienia i nigdy nie zwracam na to uwagi. Gdy go powąchałam poczułam jakiś delikatny przyjemny pudrowo-kwiatowy zapach.
Jest to niewątpliwie najlepszy krem z jakim miałam dotąd styczność. Mimo że go pokochałam od pierwszego użycia, muszę przyznać że to jeszcze do końca nie jest to. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze przetestować wersję Hot Pink ponieważ ma bardziej różowy odcień i chyba lepiej radzi sobie z tłustą skórą (niestety zmuszona jestem dostosowywać kremy do nosa).
Na koniec wrzucam tabelkę porównawczą tych trzech cudownych kremów od Skin79, która ukazuje właściwości i przeznaczenie każdego z nich:
