Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makeup. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makeup. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

Recenzja: Skin Food, Red Bean BB Cream SPF20PA+ No.1

Witam Was, kochani!

Dziś chciałabym się z Wami podzielić opisem mojego ulubionego kremu BB. (❁◠ᴗ◠ ❁) Jest to dość stary produkt, który mimo lat nadal cieszy się wysokim popytem. Od dawna miałam go na oku ale zdecydowałam się dopiero gdy poleciła mi go droga przyjaciółka, która również cierpi na cerę problematyczną. Moja, po licznych chorobach prezentuje się coraz gorzej więc na zdjęciach nie wygląda najlepiej. Mam nadzieję, że jednak dzięki temu ukazuje skuteczność recenzowanego produktu, który jest naprawdę świetny. Szybko przekonałam się, że jest wart każdej swojej złotówki i niewątpliwie na chwilę obecną jest moim numerem jeden!

Opisy Red Bean BB Cream są raczej skromne. Krótkie zdanie na etykiecie tego produktu informuje nas jedynie że jest to krem, który dzięki zawartości ekstraktu z czerwonej fasoli zapewnia działanie nawilżające nawet suchej i szorstkiej skórze. Ma naturalne i doskonałe krycie nawet przy nałożeniu go cienką warstwą. Zawiera filtr SPF20PA+. W niektórych źródłach można wyczytać, że nie podkreśla suchych skórek.
Niestety mimo jego ogólnej popularności nie udało mi się znaleźć jego składu (za podesłanie będę wdzięczna!).
 

Opakowanie: Prosta, zwyczajna tuba z nakrętką i nalepką. Zawiera 45g produktu. Choć jest proste -  według mnie z zewnątrz prezentuje się elegancko ale w użytkowaniu jest niezbyt funkcjonalne. Poza oczywistymi aspektami higienicznymi pojawił się dość niespodziewany problem. Gdy kremu była w środku przynajmniej połowa, miałam wieczny problem z jego wyciekaniem; moja przyjaciółka również się na to skarżyła. Raz, kiedy się śpieszyłam do wyjścia wystrojona w nową, czystą i wyprasowaną kremową sukienkę jedną dłonią nakładając krem a drugą trzymając tubę w pionie (!) to mimo tego niemałych rozmiarów kropla spłynęła na mój śliczny kołnierzyk. Tarłam plamę ze łzami w oczach ryzykując spóźnieniem i niepotrzebnym stresem. W efekcie bałam się go wkładać do kosmetyczki a w podróży owijałam w folię. Na szczęście nie zdarzyło się żeby coś przeciekło z nakrętką. 
 (Przepraszam za wyjątkowo niechlujne zdjęcie, krem wyciekał jak szalony i mimo akcji chusteczkowych
nie udało mi się zrobić estetycznego ujęcia. (q ‸  q❁)")
Kolor: Opisuję kolor numer 1. Przypomina mi odcień tzw. antycznej bieli, choć niewątpliwie ciemniejszy i z dozą brzoskwiniowego ciepła. Choć fenomenalnie wpasował się w odcień mojej cery czasami odnoszę wrażenie że jednak jest naprawdę minimalnie zbyt pomarańczowy.
Konsystencja: Jest dość rzadki, łatwo spływa.
Krycie: Jest bardzo naturalne, krem niesamowicie dobrze dopasowuje się do cery i wyrównuje jej koloryt. Zakrywa wszelkie przebarwienia, świetnie radzi sobie przebijającymi naczynkami a nawet cieniami pod oczami choć wyjątkowo zaczerwienione punkty będą wymagały korektora.
Działanie: Zgodnie z opisem producenta faktycznie nadaje efekt świeżej, promiennej i gładkiej cery. Jeżeli chodzi o działanie nawilżające - uważam, że jest zadowalające. Nie doświadczam nieprzyjemnego odczucia odwodnienia, co bardzo przeszkadzało mi w przypadku Babyface BB od It's Skin. Niestety, ma również swoje niepożądane strony. Faktycznie w mniejszym stopniu niż inne kremy BB podkreśla suche skórki ale czasem nawet mimo dokładnego peelingu zauważam drobne nieprzyjemności na nosie. Tutaj jednak warto podkreślić, że krem nie jest polecany do cery tłustej, której jestem posiadaczką. W dalszym ciągu jest na tyle dobry, że moje przyjaciółki o tym samym typie cery zainwestowały w niego i są zadowolone.
Trwałość: Efekt świeżości i promienności na mojej twarzy nie utrzymuje się przesadnie długo ale gładkością mogę się cieszyć przez niemal cały dzień. Po godzinach zaczyna się nieco osadzać w drobniejszych zmarszczkach mimicznych, jednak naprawdę minimalnie. Gdy moja cera zaczyna się przetłuszczać lub gdy w otoczeniu jest gorąco trochę "spływa" z twarzy ale ostatecznie nie należę do grupy docelowej. Dlatego w przypadku tego kosmetyku puder jest moim nieodłącznym przyjacielem, choć mi to wcale nie przeszkadza.
Wydajność: Dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny, ponadto produktu w tubce jest dużo więc starczy na długo. 
Cena: Mój egzemplarz pochodzi z Azjatyckiego Zakątka, gdzie możecie kupić go za 52zł.



Mam nadzieję, że moja recenzja zawiera wystarczająco szczegółów. (˶◡ᴗ◡˶❁) Jeżeli macie wątpliwości proszę śmiało pytać w komentarzach, z pewnością odpowiem!
Na koniec chciałabym przeprosić za kolejną tak długą przerwę, wciąż walczę z problemami, które nie pozwalają mi się zebrać na regularną aktywność. Już w przyszły poniedziałek wyjeżdżam do Sydney ale najbliższy soczewkowy post postaram się napisać przed wyjazdem i w trakcie go opublikuję.

To wszystko na dziś, pozdrawiam ciepło i oby w te zimne dni Wasze ukochane kocyki grzały lepiej niż zazwyczaj! *✲゚*\(˶^▽ ^ ˶❁)
http://reosia.tumblr.com/
https://web.facebook.com/etherialalseida
 https://web.facebook.com/HimeChatte
 https://www.instagram.com/reosia/

poniedziałek, 30 czerwca 2014

✿ Egzaminy i przyjaciółki ✿

Hej, kochani!
Nietypowo dla mnie, w ostatnim tygodniu dużo się działo. Parę osób pytało mnie o egzaminy na studia i obiecałam, że się pochwalę. Chwilowo wyniki jeszcze nie są mi znane, poznam je najprawdopodobniej we wtorek wieczór. Muszę przyznać że z części rysunkowej jestem dumna, półtoraroczna przerwa w rysowaniu jednak coś dała! ~^ A ^)~ Jak zobaczyłam tę cudowną i przemiłą panią modelkę to tak zachciało mi się rysować, że bez wahania wyciągnęłam nawet pędzel, tusz i akryl, nawet odważyłam się użyć białej kredki. Nigdy wcześniej tego nie robiłam! Malarstwo za to poszło mi wprost proporcjonalnie beznadziejnie w stosunku do poziomu rysunku i straszliwie wstydziłam się bronić tą okropną martwą naturę. Na grafice miałam intrygujący temat "czerwona, bardzo ostra papryka" i naprawdę, wtedy bardzo zwątpiłam w swoją pomysłowość i byłam pewna, że nic nie zdołam na ten temat twórczego wymyślić. Dlatego w ostateczności narysowałam Czerwonego Kapturka wbijającego nóż w oko wilka.
W drugiej części graficznej temat brzmiał wdzięcznie: "płynna rzeczywistość". Jak to ja, chciałam żeby to było ilustracyjne, śliczne i pełne detali. Zainspirowałam się trochę moim Sephirotem, i tamtejszym Zatopionym Mieście. Jeśli pamiętacie (a może nie) w mojej powieści znajdowało się Pływające Miasto, które zostało zbudowane na zgliszczach starego miasta, które zostało zatopione w czasie wielkiego Potopu. Nigdy wcześniej nie próbowałam tego zobrazować ale postanowiłam nieco pofantazjować i narysowałam filigranowe domki na tyczkach, wielką rafę koralową (teraz nienawidzę na jakiś czas koralowców) i masę morskich zwierzątek. Zrobiłam szybkie zdjęcia dwóch prac chowając się przed podejrzliwym spojrzeniem asystenta, dlatego są nieciekawej jakości jednak myślę że coś da się tam wypatrzyć. ^.^


Po kilku dniach w Poznaniu wróciłam do rodziców i po kilku dniach lenistwa postanowiłam po długim czasie odwiedzić moją kochaną Katiasę. Oczywiście zaczęło się przyklejanie rzęs, grzebanie po kosmetyczkach, poprawki w makijażu, i miałam okazję wypróbować ten cudowny eyeliner, o którym pisała na swoim blogu! Jak dotąd nigdy wcześniej nie miałam okazji przetestować żadnego eyeliner w żelu i muszę przyznać że z początku byłam dosyć sceptyczna jednak miło się zaskoczyłam. Eyeliner taki ma.. stałą konsystencję (określenie "żel" raczej kojarzyło mi się bardziej żelowato) dosyć woskowatą. Do jego nakładania dołączony jest płaski pędzelek, który ma dość szeroką powierzchnię jednak nigdy wcześniej narysowanie kreski na oku nie wydawało mi się tak proste. Naprawdę polecam i zachęcam do przeczytania recenzji Katiasy!


Potem któraś z nas wpadła na mądry pomysł aby wyskoczyć do galerii, co skończyło się tonami ciuchów w przymierzalniach.. i kupnem rajstop i stroju kąpielowego! Co zabawne, to urocze bikini nabyłam w sklepie Butik, w którym ciuszki kupowałam za śmiesznych czasów gimnazjum i później strasznie się do niego uprzedziłam. Weszłam zapytać tylko o piłki plażowe z wystawy i wyszłam ze strojem kąpielowym, ech. Jednak od dawna marzył mi się strój z falbanką, a jako że wszystkie staniki zawsze były na mnie za małe to gdy znalazłam dobry i to jeszcze przeceniony po prostu nie mogłam się oprzeć. No bo czy on nie jest przesłodki?


Dzisiaj z nowości również wypróbowałam makijażu według tutoriala pięknej Nikku, której jeszcze raz bardzo za niego dziękuję~

 

Tu też trochę z ostatnich rysunkowych nowości, jakaś randomowa postać i pierwsza próba narysowania ślicznej Kariko, którą pozdrawiam cieplutko

 
I to tyle na czerwiec, który już się kończy. Czasami przeraża mnie, jak szybko ucieka czas. Czuję się jakby Dzień Dziecka był zaledwie wczoraj.
Dobranoc~!