niedziela, 20 lipca 2014

Styl gyaru; tutoriale

Hej, kochani~!
Znowu mnie troszkę nie było ale ostatnio jestem dość zabiegana. Chwilowo również nie miałam czasu żeby zrobić jakieś fajne zdjęcia, dlatego w dzisiejszym poście pojawią się takie, które nie są mojego autorstwa. W zasadzie nie byłam pewna czy powinnam napisać jakąś notkę o stylach azjatyckich, które wiążą się z tematyką bloga bo wiem, że wiele osób je już pisało i może to być trochę sztampowe. Dlatego najpierw po prostu napiszę krótki opis tego jednego stylu jakim jest gyaru i dodam interesujące tutoriale, które pokazują różne techniki malowania się jak gyaru. Są to skany japońskich magazynów, do których niestety nie posiadam źródeł, znalazłam je w w różnych portalach, a one same wielokrotnie nieraz się w różnych przewijały.

gyaru kei

 Gyaru - inaczej nazywane gals, dosłownie są to modne, japońskie dziewczyny. Jest to styl, który da się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Duże oczy, długie rzęsy, gęste, najczęściej jasne falowane włosy, dokładnie dopracowany, modny ubiór i dodatki.
Makijaż polega na stworzeniu iluzji młodej, świeżej promiennej twarzy. Wiąże się z tym maksymalne wygładzenie skóry twarzy, dramatyczne powiększenie oczu za pomocą soczewek, cieni i sztucznych rzęs, osłodzone rumieńcami i uroczym, różowym odcieniem ust. Ma wiele możliwości i jest najczęściej dostosowany do typu gyaru.
Styl gyaru ma wiele różnych rodzajów, wyróżniają się takie jak: hime ("współczesna księżniczka"), romantic (w skrócie "roma"), hime-kaji (codzienna wersja "hime"), rokku, onee ("starsza siostra"), bardziej kolorowe i już bardzo rzadkie kogal i yamanba a nawet takie jak militarna gyaru, mori gyaru (połączona ze stylem mori, co znaczy "las"), bohemian (hippisowska), czy na cześć konkretnych japońskich gwiazd jak Namie Amuro.
Podobno styl ten już powoli wygasa w samej Japonii, jednak w Europie przeżywa swoje apogeum. Takie zagraniczne gyaru są określane słowem "gaijin" czyli "obcy".

Poniżej zamieszczam zdjęcia tutoriali przeróżnych makijaży w stylu gyaru, zarówno tych "klasycznych" jak i romantycznych, czy też rockowych:















Ja uwielbiam ten styl, w szczególności w odmianach romantic czy himekaji.
A jakie są Wasze opinie na temat stylu gyaru? Może macie jakieś swoje ulubione albo nawet same jesteście modną gal? Czy uważacie, że powinnam napisać post o wszystkich stylach?
Podzielcie się opiniami w komentarzach lub zadajcie pytania na moim asku! o(^ A ^)o

poniedziałek, 30 czerwca 2014

✿ Egzaminy i przyjaciółki ✿

Hej, kochani!
Nietypowo dla mnie, w ostatnim tygodniu dużo się działo. Parę osób pytało mnie o egzaminy na studia i obiecałam, że się pochwalę. Chwilowo wyniki jeszcze nie są mi znane, poznam je najprawdopodobniej we wtorek wieczór. Muszę przyznać że z części rysunkowej jestem dumna, półtoraroczna przerwa w rysowaniu jednak coś dała! ~^ A ^)~ Jak zobaczyłam tę cudowną i przemiłą panią modelkę to tak zachciało mi się rysować, że bez wahania wyciągnęłam nawet pędzel, tusz i akryl, nawet odważyłam się użyć białej kredki. Nigdy wcześniej tego nie robiłam! Malarstwo za to poszło mi wprost proporcjonalnie beznadziejnie w stosunku do poziomu rysunku i straszliwie wstydziłam się bronić tą okropną martwą naturę. Na grafice miałam intrygujący temat "czerwona, bardzo ostra papryka" i naprawdę, wtedy bardzo zwątpiłam w swoją pomysłowość i byłam pewna, że nic nie zdołam na ten temat twórczego wymyślić. Dlatego w ostateczności narysowałam Czerwonego Kapturka wbijającego nóż w oko wilka.
W drugiej części graficznej temat brzmiał wdzięcznie: "płynna rzeczywistość". Jak to ja, chciałam żeby to było ilustracyjne, śliczne i pełne detali. Zainspirowałam się trochę moim Sephirotem, i tamtejszym Zatopionym Mieście. Jeśli pamiętacie (a może nie) w mojej powieści znajdowało się Pływające Miasto, które zostało zbudowane na zgliszczach starego miasta, które zostało zatopione w czasie wielkiego Potopu. Nigdy wcześniej nie próbowałam tego zobrazować ale postanowiłam nieco pofantazjować i narysowałam filigranowe domki na tyczkach, wielką rafę koralową (teraz nienawidzę na jakiś czas koralowców) i masę morskich zwierzątek. Zrobiłam szybkie zdjęcia dwóch prac chowając się przed podejrzliwym spojrzeniem asystenta, dlatego są nieciekawej jakości jednak myślę że coś da się tam wypatrzyć. ^.^


Po kilku dniach w Poznaniu wróciłam do rodziców i po kilku dniach lenistwa postanowiłam po długim czasie odwiedzić moją kochaną Katiasę. Oczywiście zaczęło się przyklejanie rzęs, grzebanie po kosmetyczkach, poprawki w makijażu, i miałam okazję wypróbować ten cudowny eyeliner, o którym pisała na swoim blogu! Jak dotąd nigdy wcześniej nie miałam okazji przetestować żadnego eyeliner w żelu i muszę przyznać że z początku byłam dosyć sceptyczna jednak miło się zaskoczyłam. Eyeliner taki ma.. stałą konsystencję (określenie "żel" raczej kojarzyło mi się bardziej żelowato) dosyć woskowatą. Do jego nakładania dołączony jest płaski pędzelek, który ma dość szeroką powierzchnię jednak nigdy wcześniej narysowanie kreski na oku nie wydawało mi się tak proste. Naprawdę polecam i zachęcam do przeczytania recenzji Katiasy!


Potem któraś z nas wpadła na mądry pomysł aby wyskoczyć do galerii, co skończyło się tonami ciuchów w przymierzalniach.. i kupnem rajstop i stroju kąpielowego! Co zabawne, to urocze bikini nabyłam w sklepie Butik, w którym ciuszki kupowałam za śmiesznych czasów gimnazjum i później strasznie się do niego uprzedziłam. Weszłam zapytać tylko o piłki plażowe z wystawy i wyszłam ze strojem kąpielowym, ech. Jednak od dawna marzył mi się strój z falbanką, a jako że wszystkie staniki zawsze były na mnie za małe to gdy znalazłam dobry i to jeszcze przeceniony po prostu nie mogłam się oprzeć. No bo czy on nie jest przesłodki?


Dzisiaj z nowości również wypróbowałam makijażu według tutoriala pięknej Nikku, której jeszcze raz bardzo za niego dziękuję~

 

Tu też trochę z ostatnich rysunkowych nowości, jakaś randomowa postać i pierwsza próba narysowania ślicznej Kariko, którą pozdrawiam cieplutko

 
I to tyle na czerwiec, który już się kończy. Czasami przeraża mnie, jak szybko ucieka czas. Czuję się jakby Dzień Dziecka był zaledwie wczoraj.
Dobranoc~!

niedziela, 22 czerwca 2014

Recenzja: czarne lolicie buciki na średnim obcasie

Hej, koteczki! Długo mnie nie było i niestety musicie mi ten fakt wybaczyć, jak również to, że nie będę pisać tak często jak na początku. Już jutro czekają mnie egzaminy na studia i jestem straszliwie zestresowana i mam nadzieję przelać choć część tego stresu tutaj i go zostawić.
Dzisiaj chciałabym napisać skromną recenzję bucików, które nareszcie przyszły do mnie po miesiącu oczekiwania. Zamówiłam je indywidualnie od 404 error. Bardzo polecam ten sklep, właścicielki są przemiłe, wszystko Wam wyjaśnią i wyszukają i pomogą nawet najbardziej kapryśnym osobom (na przykład mnie).
Jestem nimi zachwycona, zauroczona i jestem po prostu zakochana. No bo spójrzcie na te zaokrąglone czubeczki!

Zamówiłam je jako ten model -> klik. Dziewczyny ze sklepu wówczas wyszukują takiego modelu jaki Wam się podoba w jak najniższej cenie. Towar jest jednak sprowadzany z Chin i może się nieznacznie różnić od tego, co nam się spodoba. Jedyna różnica jaką upatrzyłam, to brak platformy z przodu ale jako że jestem wystarczająco wysoka ten fakt jakoś mnie nie razi, jestem zadowolona.

Buciki wyglądają na solidne i mimo charakterystycznego dla chińskich wytwórców zapachu wydają mi się lepiej wykonane niż niejedne buty jakie kupiłam tu za podwójną cenę tych bucików. Bardzo ładnie się prezentują, są bardzo wygodne.. no i przede wszystkim śliczne!
Zawsze marzyłam o bucikach zapinanych na paseczki, jednak zapinanie ich wciąż na nowo zawsze zajmuje trochę czasu. Dlatego wytwórnie tych butów wymyśliły praktyczne rozwiązanie w postaci małych zatrzasków, które są zręcznie ukryte pod złoconymi zapinkami.


Obcas jest niewysoki, moim skromnym zdaniem perfekcyjny na codzienne spacery czy bieganie po mieście. Idealnie wpasowały się w całą moją szafę i są prześlicznym zwieńczeniem każdej kreacji!
A czy któraś z Was jest posiadaczką butów w stylu lolita?



Życzcie mi powodzenia! Bo ja chyba do jutra umrę ze strachu.
Paa~